Męskości ciąg dalszy

Czerwiec 10, 2011

No cóż, wydawało mi się, że piszę ze specyficznej perspektywy, a tu wyszło, że nie do końca.

Ale po kolei. Navaira napisał o swoich wrażeniach na ten temat, i wychodzi, że to nie do końca jest tak, że to geje tak nie mają. To znaczy, poza tym, że oczywiście zmieniamy rodzaj (z żeńskiego na męski), to reszta pozostaje również w tym wypadku. Zaskakujące to było, choć jak się zastanowić, to przecież ten mały gej (tzn. młody) też słyszy te wszystkie stereotypy na temat męskości, więc nic dziwnego, że o nich nie zapomina, a przekształca je tak, żeby pasowały do jego sytuacji. O czym będzie jeszcze później, ale w innym kontekście.

I zamiast dużego penisa na którym ma zależeć kobietom ma dużego penisa na którym ma zależeć mężczyznom*.

Cóż, nie powiem, żeby to była jakaś zasadnicza różnica… już większa byłaby w tym co Navaira pisze o udawaniu biseksualizmu**. Albo i nie, biorąc pod uwagę, że polega to na tym samym – czyli lęku przed okazaniem się niemęskim, a czymże jest paniczna homofobia heteryków? To było retoryczne pytanie, btw. Właściwie można by powiedzieć, że zaskakujące jest nie to, że Navaira pisze o tym, jak geje starali się – i starają – trzymać tej cholernej stereotypowej męskości wbrew wszystkiemu, ale, że nie robią tego jeszcze bardziej rozpaczliwie i z większą determinacją, ale w rzeczywistości całkiem nieźle sobie radzą. Powiedziałbym, że znacznie lepiej niż heterycy. Znaczna część jednak wybiera emancypacje*** zamiast podporządkowania.**** Czyli w sumie to samo co napisał Navaira o metroseksualizmie na koniec.

To tyle jeśli chodzi o orientacje seksualna. Znacznie bardziej zaskoczyło mnie – choć też w sumie niesłusznie – gdy Nene, transseksualista k/m powiedział, że owszem, jak najbardziej się w tym odnajduje.

A z późniejszych (niestety krótkiej) wymiany zdań wyszło, że jest jeszcze „zabawniej” – że ma przekonania zarówno dotyczące męskiej (czyli tutaj to co pisałem o seksie. o pozostałych 50% czyli pracy pisać nie będę), ale i kobiecej roli (o której napisano wiele. No, grzecznie, cicho, nie wychylać się i co najważniejsze ulegle i bez agresji!). W sumie nie jest to dziwne, bo przecież z jednej strony otoczenie dawało mu – osobiście i bezpośrednio – sygnały, żeby zachowywał się jak dziewczynka, z drugiej strony sam identyfikował się ze słyszanymi, czytanymi i tak dalej stereotypami na temat męskości. Wygląda, że ma gorzej niż przeciętny facet i kobieta.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem siły przekonań na temat ról płciowych.

*Co przypomina mi przezabawną sytuację – jak pierwszy raz (no, powiedzmy, że pierwszy) byłem w seksualnej sytuacji z mężczyzna, który po tym jak już wyciągnąłem jego członka na wierzch zaczął mówić coś o tym, że wie, że taki mały, i że przeprasza. Kompletnie mnie to rozwaliło, no bo dlaczego miałoby mi zależeć na wielkości, w ogóle to była ostatnia rzecz która miałem wtedy w głowie, poza tym był całkiem przeciętny – że się tak autorytatywnie wypowiem – i na dodatek ładny.

**Uh, ciężki temat. Pytanie za sto punktów – co jest powszechniejsze, udawanie biseksualizmu przez homoseksualistów, czy udawanie homoseksualizmu przez biseksualistów? Ale może nie ruszajmy tematu B w LGBT – na razie – bo wyszedłby cały artykuł z tego.

***Czyli samookreśla się według tego jak chce a nie według tego jacy powinni być według tego co mówi tradycja i postrzegane społeczne oczekiwania.

****Jak to kiedyś powiedziałem na homikach, geje są w „awangardzie przekształcania pojęcia męskości”, czyli, że znacznie częściej opisują się typowo kobiecymi przymiotnikami – „delikatny, czuły, troskliwy” i tak dalej (nie chodzi tu o sfeminizowanie, a o wielość określeń, nieograniczanie się do męskich – z tego co pamiętam – bo było to na podstawie badań – nie określali się rzadziej typowo męskimi przymiotnikami „zdecydowany” itp)

Spotkanie o zazdrości

Czerwiec 6, 2011

Aaaaand…

Drugie spotkanie o poliamorii, a konkretniej o zazdrości i radzeniu sobie z nią w praktyce za nami.

Na początek – chcę przeprosić te osoby które źle się czuły z powodu oceniającego i ekspansywnego uczestnika. Powinienem był wcześniej zareagować i nie pozwolić na to by atakował innych uczestników i uczestniczki. Mam nadzieje, ze w przyszłości skojarzę wystarczająco szybko co powinienem zrobić.

That said…

Spotkanie trwało około 2 godzin, było 20+ osób, warunki całkiem niezłe (w porównaniu z Relaksem luksus, pewnie dlatego, że nie było 40 stopni), atmosfera (z wyjątkiem powyższego) bardzo dobra – ludzie naprawdę aktywnie uczestniczyli, i rzeczywiście wyszła z tego rozmowa, całkiem swobodna.

O czym była mowa? Okazało się, że (być może dlatego, że właściwie były same nowe osoby, i prawie nikogo sprzed roku, co mnie trochę zdziwiło. Może to też kwestia reklamy, tym razem było nieco bardziej LGBTQowo niż ostatnim razem), że można było spokojnie powtórzyć temat zeszłoroczny, czyli o poliamorii ogólnie. Rozmowa toczyła się jednak głównie wokół zazdrości – choć nie tylko o tym co było w planach, czyli do bólu praktycznym postępowaniu ze swoją zazdrością, także o przemyśleniach i opiniach na ten temat, o tematach związanych z zazdrością i uczuciach z nią związanych a także o poliamorii w ogóle.

Hm. Ponieważ właściwie nie pamiętam więcej nic konkretnego, to podsumuję, że omawialiśmy scenariusz postępowania z zazdrością z handoutu, i rozmawialiśmy o tym co ludziom przychodziło wskutek tego do głowy, czasami odbiegając sporo od tematu. Jakby co, można obejrzeć zarówno handout jak i nagranie rozmowy.

W każdym razie, koniec końców, jestem bardzo zadowolony :)

Można będzie jak powieszę, oczywiście ;)

Katastrofa zwana męską seksualnością

Maj 30, 2011

Właściwie miało tak jak poprzedni tekst pójść na Feminotekę, ale Feminoteka działa niezbyt szybko, więc najpierw tu

Ponieważ jeden fragment można zrozumieć nie tak jak chciałem, to dodałem do niego przypis – siódmy przypis, dla ścisłości

Katastrofa zwana męską*[1] seksualnością.

Post-coital depression – uczucie smutku, melancholii i/lub niepokoju, występujące po stosunku seksualnym.

Afterglow – uczucie szczęścia, satysfakcji i odprężenia, występujące po stosunku seksualnym.

Te dwa określenia dobrze oddają to jak różny może być seks. Oczywiście, to pierwsze jest o wiele bardziej znane. I jest znacznie częstszym doświadczeniem wśród mężczyzn.

Dlaczego?

Napisałem, przy okazji kolejnej odsłony dyskusji o pornografii*[2], że męska seksualność jest bardziej zrepresjonowana od kobiecej. To stwierdzenie może wydawać się zaskakujące, ale tylko dlatego, że ta represja jest bardziej ukryta. Generalnie, kobiety – feministki – które mogłyby ja zanalizować zwykle nie są tym zainteresowane, albo wpadają w pułapkę traktowania mężczyzn, jako jednorodnej grupy, albo umyka im część perspektywy. Z drugiej strony, mężczyźni są albo (np: MRAs*[3]) zbyt zajęci szukaniem winy w feminizmie i wyzwoleniu kobiet, albo nawet nie są świadomi, lub nie chcą narzekać – bo już samo to oznaczałoby przekroczenie normy i niemęskie zachowanie.

Zresztą, jest co tracić. Wartościowanie męskości wyżej niż kobiecości ma też tą stronę, że O ile kobieta zachowująca się po „męsku” łamie normę, to poza tym zdobywa rzeczy, które są uważane za wartościowe (nawet, jeśli dla niej nieodpowiednie). Mężczyzna, który chciałby sprzeciwić się normom obowiązującym jego płeć musiałby zrezygnować z uprzywilejowanej roli społecznej. Nic dziwnego, że tak rzadko się to zdarza, a męskość pozostaje bardzo słabo zanalizowana. Jeśli zaś chodzi o seksualność to jest po prostu tragicznie.

Jak to wygląda w praktyce?

To dość proste i powszechnie znane nakazy, normy przypisujące wartość pewnym cechom i zachowaniom. Męskim. Rzeczom, które określają to, czy facet będzie ‚w porządku’, akceptowany, zasługujący na istnienie, WIELE WARTY. Oh, jest wiele cech, które są po prostu ludzkie, które maja wartość. Stereotyp męskości zawiera takie, jak powiedzmy odwagę, ale jest tez coś co określa tylko i wyłącznie mężczyzn, a nie ludzi, czyli seksualność*[7]. Bardzo dużą wartość, powiedziałbym, że ponad połowa męskości jest oparta na szeroko rozumianej seksualności.

Mężczyzna musi być seksualnie aktywny, zawsze mieć ochotę na seks, nie tylko nie odmawiać ale aktywnie dążyć i wykazywać inicjatywę, poszukując (z sukcesem!) kontaktów seksualnych. Oczywiście, muszą być to heteroseksualne kontakty, w których mężczyzna pozostaje w męskiej, aktywnej roli, a przynajmniej nie przybiera w sposób oczywisty pasywnej (można owszem, być zadowalanym oralnie, ale coś stricte BDSM, w roli uległego, to już nie jest wartościowe, wręcz przeciwnie, jest uwłaczające), i obiekt (kobieta) musi być akceptowalnie atrakcyjna, im bardziej – według „obiektywnych” kryteriów, oczywiście, a nie według widzimisię zdawałoby się zainteresowanego mężczyzny – atrakcyjna, tym więcej punktów poczucia własnej wartości.

Dalej. Jeszcze lepiej, jak ma dużego penisa*[4], zaspokaja kobietę, oczywiście tym penisem, i najlepiej jak najdłużej, „przedwczesny” wytrysk to coś niemal tak zagrażającego jak impotencja. (a co to ma wspólnego z realnymi potrzebami partnerki, to juz mniejsza o to. Po pierwsze, o tym sie nie rozmawia, po drugie facet ma wiedzieć, a nie pytać. Zupełnie mnie to nie dziwi, ze mężczyźni traktują porno jak instrukcje, a niby skąd mieliby czerpać ta wiedze? Przecież rozmawianie otwarcie o pragnieniach w seksie jest taaaakie sztuczne! A edukacja seksualna to przecież powinna być o zagrożeniach, a nie o tym, jak to robić, żeby było fajnie i przyjemnie).

I co najważniejsze – musi z tego wszystkiego czerpać wielka satysfakcję.

To jest najważniejsze. Nakaz przyjemności całkowicie – poza szczęśliwymi zbiegami okoliczności – odbiera możliwość rozpoznania, czy naprawdę się coś lubi, czy nie. Dodajmy do tego inne stereotypowe męskie normy, jak nienarzekanie, niewyrażanie (większości) emocji a potrzeb emocjonalnych w szczególności, i jasno widać jak tragiczna jest to sytuacja. I dlaczego z dwóch reakcji na seks ta pierwsza jest o wiele częstsza.

A to nie wszystko.

Jest jeszcze przekonanie*[5], że męska seksualność jest niemoralna, że mężczyźni to rozpasane świnie, co myślą tylko o jednym, że kobiecy dotyk jest wartościowy, a męski może tej wartości pozbawić. Że kobieta oddaje w seksie mężczyźnie coś cennego, a on coś pożądanego dostaje. Mężczyźni konsumują tą okropną pornografię, chodzą do prostytutek, zdradzają*[6].

Piękne podwójne wiązanie. Musisz być seksualny, żeby być wartościowy, ale jednocześnie nie możesz taki być, bo to złe i niemoralne. Na dodatek, jeśli uważasz kobiety za ludzi, to jak pogodzić ten pierwszy nakaz z tym, że twoja seksualność jest niebezpieczna i mało wartościowa? Chyba po prostu lepiej przestać uważać kobiety za osoby godne szacunku, łatwiej kogoś zdehumanizować, wtedy łatwiej go (a raczej ją) tym traktować, czyż nie? Co nie zrobisz, będzie źle. A gdzie w tym wszystkim własne pragnienia, to w ogóle dawno zapomniane.

A jak wygląda prawda?

Przykro mi, wytrysk to nie orgazm. Mężczyźni nie mają automatycznie przyjemności z każdego seksu. Nie każdy orgazm jest tak samo fajny. Nie zawsze chcemy mieć wytrysk i nie musi to być problemem. Nie, nie oddzielamy seksu od emocji, choć wielu z nas musiało sie tego nauczyć, bo przecież to takie niemęskie nie chcieć seksu, wiec do diabla z emocjami, trzeba stanąć na wysokości zadania.

Kiedyś zdarzyło mi sie nawet powiedzieć na glos mojej przyjaciółce, ze pójdę z pewną osobą do łóżka (w odpowiedzi na jej propozycję), bo przecież nie byłbym facetem, gdybym sie nie zgodził. Powiedziane na glos brzmiało komicznie, ale przecież to była prawda. A, że to bolesne, że ta osoba nie chciała niczego więcej? Ani słowa o tym, przecież jestem facetem, seks bez zobowiązań to ideał, nie?

Jaki jest tego skutek?

Taki, że mężczyźni nie mogą wiedzieć, czy naprawdę są usatysfakcjonowani z seksu, skoro seks sam w sobie jest dla nich zdobyczą i wartością. Taki, ze większość seksu jaki maja mężczyźni jest slaby. Gdyby oddzielić wartość osiągnięcia i dotyku, to byłby naprawdę niewiele warty.

Cytując pewnego mądrego faceta, którego doświadczenia, jak sądzę, nie są zbyt wyjątkowe: „Mógłbym policzyć na palcach dobry seks, jaki miałem. Zły, to tak z 50-60%. A fatalny seks – taki po którym czujesz się beznadziejnie i ohydnie, mimo „osiągnięcia”, to ze 20%. Reszta to taki sobie seks, który mógłbym woleć od masturbacji, zależnie od mojego nastroju.”

Ale nikt wam tego nie powie, oczywiście. Nikt się nie przyzna.

*[1] Dla ścisłości, będzie tylko o cisseksualnych, heteroseksualnych (lub bi) mężczyznach. Choć w szczególny sposób dotyczy to również mężczyzn homoseksualnych – sztywna normatywność męskiej seksualności wiąże się z tą intrygującą niewidocznością męskiego biseksualizmu: http://www.marksimpson.com/blog/2006/04/26/curiouser-and-curiouser-the-strange-disappearance-of-male-bisexuality/

*[2] Konkretnie, tu: http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=1059 Sformułowanie zresztą nieszczęśliwe, bo wygląda na licytowanie się kto ma gorzej. Nie wiem kto, i mnie to nie interesuje.

*[3] Nawet nie wspominając o komicznych mitopoetach, czy Men Rights Activists, to ludzie którzy się tym interesują (np: http://www.feministcritics.org/blog/ ) są często zajęci wyszukiwaniem przykładów (czasami trafnych a często nie) jak to mężczyźni mają gorzej, co bywa interesujące, ale jest bezproduktywne. W sumie najbardziej interesujące podejście do tematu prezentuje kobieta, feministka, acz bez teoretycznego przygotowania, Clarisse Thorn, zwłaszcza w swojej już legendarnej serii dyskusji o męskości: http://clarissethorn.com/blog/2011/01/28/manliness-and-feminism-3-rise-of-the-machines/ . Warto by wspomnieć również o recenzji książki C.J.Pascoe przez Thomasa Millara: http://yesmeansyesblog.wordpress.com/2010/01/12/review-dude-youre-a-fag/

*[4] A przynajmniej średniego. W ogóle w męskości ważniejsze jest, żeby nie popełnić błędu, i nie mieć żadnych dyskwalifikujących braków, żeby spełnić pewne minimalne kryteria, które udowodnią, że mężczyzną jesteśmy, niż ponadprzeciętne osiąganie tylko niewielu z nich. Trochę to tajemnicze, jakby trzeba było się odróżnić od reszty istot, kobiet, dzieci i wszystkich innych?

*[5] Po części prawdziwe, a po części nie – większość sprawców – z wyjątkiem pedofilii – przemocy seksualnej to mężczyźni. Z drugiej strony, przygniatająca większość sprawców to stosunkowo niewielka grupa mężczyzn: http://yesmeansyesblog.wordpress.com/2009/11/12/meet-the-predators/

*[6] Nic dziwnego, że pornografia wygląda tak a nie inaczej. Czego miałby chcieć mężczyzna, który z jednej strony ma mieć ten seks, a z drugiej te jego pragnienia są niewłaściwie? Braku potępienia, kobiet, które zrobią wszystko, czego by nie chciał z uśmiechem na ustach, oczywiście. http://yesmeansyesblog.wordpress.com/2011/03/03/gender-differences-and-casual-sex-the-new-research/ . Postrzeganie seksu w kategorii czegoś, co kobiety dają mężczyznom, co im sprawia przyjemność a dla nich jest potencjalnie emocjonalnie kosztowne oczywiście jest wiktoriańską bzdurą:

*[7] Muszę to wyjaśnić – bo da się to odczytać jako stwierdzenie, że seksualność określa tylko mężczyzn a kobiety to w ogóle seksualności nie mają (na co zwróciła uwagę Zuljetka w komentarzach na blogu Navairy). Zamierzałem powiedzieć, że są cechy – takie jak na przykład odwaga – które są płciowo jeśli nawet nie neutralne to mogą swobodnie określać osoby obu płci bez poddawania w wątpliwość ich identyfikacji, i też często mają podobne znaczenie (akurat w stereotypie odwaga mężczyzny może polegać na czymś innym niż kobiety, ale nie jest tak zawsze, również w tym wypadku). Ale męska seksualność odnosi się do mężczyzn a nie kobiet – i właśnie takie rozumienie seksualności jest istotne dla pojęcia męskości. W skrócie, powinienem po prostu postawić przymiotnik „czyli MĘSKA seksualność”, i byłoby jasne. Oczywiście kobiety mają swoja seksualność, i istnieją również stereotypowe kobiece role seksualne (jakżeby inaczej!).

Pomada 2011

Maj 24, 2011

Czyli kolejna odsłona spotkań o poliamorii. W tym roku dwa, jedno 4 a drugie 10 czerwca. Wiecej informacji tutaj, zapraszamy :)

Seks, pornografia i feminizm

Maj 21, 2011

(Czyli coś napisałem jako krytykę tekstu Marzeny Gębali na Feminotece – link )

Seks, pornografia i feminizm

Z tekstem Marzeny Gębali
Poważno – frywolne. Nie jestem porno-gwiazdką

polemizuje Tomasz Kulesza

Jestem w kropce.

Powiedziałem, szczerze oburzony, że artykuł jest tak problematyczny, że rozwikłanie i unaocznienie tego wymagałoby drugiego podobnej wielkości. Sprawa jest skomplikowana, bo artykuł jest niejednoznaczny, z jednej strony słusznie zwraca uwagę na problemy z normatywnością seksualności, a zwłaszcza w jej masowym odbiorze jako pornografii, z drugiej strony jest to często również sformułowane w sposób normatywny i przybiera opresyjną formę .Z trzeciej strony nietrafnie koncentruje uwagę na pornografii jako źródle problemu, a z czwartej postuluje jak najbardziej właściwe rozwiązanie, czyli komunikację.

Gdzie więc są te problemy?

„Dzisiaj w dyskursie na ten temat częściej od stwierdzeń, że pornografia wykorzystuje i upokarza kobiety (…) I jeśli ktoś nie chce uchodzić za dewota, lub hipokrytkę nie może zbyt głośno dawać wyrazu swej niechęci w tej kwestii. Lepiej zachować milczenie. ”

Problem z krytyką pornografii jest taki, że nie można posługiwać się absolutnymi stwierdzeniami w rodzaju „pornografia wykorzystuje i upokarza kobiety”. Nie można, ponieważ może się to skończyć pojawieniem się kobiety, która, jak na złość, okazuje się że uwielbia bukkake*, lubi pracę w branży porno i w ogóle nie czuje się upokorzona. I co wtedy? Zdrajczyni, niech się nie ośmiela odzywać? Ale czy to nie jest represja seksualności konkretnej kobiety z krwi i kości?

Wniosek? Tak, jeśli nie chce się uchodzić za dewota/kę to lepiej nie krytykować (moralnie) publicznie tego co inni ludzie lubią czy chcą – przy świadomej zgodzie stron – robić** nawet jeśli wydaje się to odstręczające. Ewentualnie można przyjąć z otwartymi ramionami taką etykietkę, w końcu świat się po tym nie skończy (choć postępowa identyfikacja może ucierpieć). A jeśli chce się mówić o tym, że wiele kobiet jest mniej lub bardziej zmuszanych do seksualnej pracy, to należy mówić, że problemem jest przemoc, a nie, że praca jest seksualna.

Chyba, że podziela się konserwatywne przekonania o tym, że seksualność jest wstydliwa, że kobieta nie ma własnej seksualnej agendy, i że „oddając się” traci coś wartościowego. Co, szczerze mówiąc, jest po prostu ohydne, ponieważ właśnie to odbiera podmiotowość, problem nadal niezwykle poważny w naszej kulturze.

A jeśli upokorzenie polega na tym, że widok nagiego ciała innych kobiet jest upokarzający, to należy uznać, że problem jest w nas, i że droga do jego rozwiązania wiedzie przez gabinet psychoterapeutyczny, a nie przez dyscyplinowanie ciał innych kobiet. I nie wiem co poczuje mała dziewczynka na widok wypinającej się na plakacie kobiety. Podejrzewam, że przelotne zaciekawienie. Moja znajoma, jako dziecko, uważała wiele lat temu, że prostytutki są strasznie fajnie i ładnie ubrane. Ale domyślam się, że jeśli owa dziewczynka dowie się od innych, że wypinająca się kobieta to się nie szanuje, że „to sukadziwkaszmata jest”, to pewnie nie poczuje się najlepiej.

„Uważam, że Matka Natura wyposażyła mnie wystarczająco, by anal nie był konieczny. I przy obiedzie też nie mam zamiaru rzeczonych filmów oglądać. Ale jest to moje zdanie.”

Drugim problemem jest sposób przedstawienia tego co w seksie jest właściwe. A raczej sam fakt, że posługuje się taką kategorią. Krytyka norm i standardów seksualnych, także tego co jest obecne w pornografii***, nie może polegać na tym (przynajmniej z feministycznych i podmiotowych pozycji), że uznajemy jakaś – w tym wypadku inną niż taką jaką autorka widzi w pornografii – aktywność seksualna za właściwą. To nic innego jak podobna opresja, tylko z innej strony.

Bo nie ma nic złego w tym, jeśli iluś mężczyzn chciałoby uprawiać seks analny a oralny kończyć wytryskiem na twarz****. Sama w sobie takie pragnienie jest równie godne potępienia jak chęć uprawiania seksu waginalnego w pozycji klasycznej na małżeńskim łożu z baldachimem, usłanym płatkami róż. (mi osobiście oba pomysły wydają mi się niesłychanie fetyszystyczne). Nie ma czegoś takiego jak właściwe upodobania seksualne. Jedna moja znajoma uwielbia czuć poruszającego się penisa w cipce, drugiej wydaje się to odpychające, woli się ocierać, najlepiej w ubraniu. Która jest normalna?

Mam jednak wrażenie, ze Gębala chciała napisać o czym innym – a komentarze autorki skłaniają mnie by tym bardziej tak myśleć – że chciała skrytykować nawet nie to, że tylu mężczyzn myśli, że chcieliby seksu analnego, ale to, że podchodzą do tego jakby im się to należało, a fakt, że partnerka nie chce oznacza, że coś z nią nie tak. I tu nie ma żadnego problemu – bo z tego, że ludzie mają prawo do wszelkich pragnień seksualnych, nie oznacza, że należy im się ich realizacja. O nie, tu na ogół wchodzi w grę druga osoba (pomińmy autoerotyzm), i musi być zachowana zasada poinformowanej konsensualności, świadomej zgody*****.

I tu dochodzimy do tego, z czym się jak najbardziej zgadzam. Tak, rozwiązaniem jest komunikacja. Wiem, to nie jest proste, zwłaszcza na początku wydaje się sztuczne i sztywne, ale to z braku przyzwyczajenia. I wbrew temu, co pisze Zarin, że „z przygodnym partnerem też prowadzić poważne rozmowy o swoich pragnieniach? trochę realizmu ;d.”, tak, z przygodnym partnerem też można prowadzić mniej lub bardziej poważne rozmowy o tym na co się akurat z nim/nią ma w tej chwili ochotę. Może komuś powiedzenie „hej, mogę się na ciebie nabić” w sytuacji już przynajmniej półnagiej wydaje się dziwne – ale to tylko wrażenie, spowodowane wstydem. Interpretacja słów jest, parafrazując, w uchu słyszącego, i – dla mnie osobiście – żadne z określeń których użyła autorka „bierze”, rżnie”, „dyma”, „posuwa”, nie jest wulgarne. Chyba, że w transgresyjny sposób, ale to zaleta, nie wada.

Ale wniosek z tego jest taki, że problemem nie są czyjeś pragnienia, tylko brak komunikacji – i założenia, że komuś coś się oczywiście podoba, więc po co pytać, co w połączeniu z poczuciem, że ma być tak a nie inaczej, albo, że coś się nam należy (zwykle męska przypadłość) tworzy toksyczną mieszankę.

Chyba, że autorce przeszkadza jeszcze coś innego – powszechność modeli pornograficznych w seksualności zwłaszcza ludzi mających z nimi kontakt wcześnie? Teoretycznie pisze, że:

„Może więc nabierzmy trochę dystansu do tego, co oglądamy? W końcu filmy te są zarezerwowane dla ludzi dorosłych, a nie dla małych chłopców i dziewczynek, przydałaby się więc odrobina krytycyzmu.”

Ale prawda jest oczywiście inna. Obok mnie jest miejska biblioteka, gdzie oczywiście nie wolno oglądać pornografii, ale nie przeszkodziło to pewnemu chłopcu w wieku na oko wczesnogimnazjalnym oglądać pornograficznych filmików na komputerze obok mnie. 3 dni z rzędu. Przyznam, że osobiście wolałbym, żeby ludzie mieli dostęp do wielości modeli, ale jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że ludzie swobodnie będą publicznie mówić o swoich upodobaniach seksualnych w całej ich różnorodności, żeby na rodzinnym obiedzie dzieci mogły usłyszeć, że ciocia to lubi jak się ją liże, a wójek jak pieści mu się jądra. Obecna sytuacja nie wydaje mi się gorsza od tej sprzed lat, gdy seksualność trzeba było odkrywać metodą prób i błędów.

Najgorszy jest jednak brak, a wręcz zakaz komunikacji i wyrażania własnych uczuć i preferencji bez wstydu. No, ale to tak dołujący temat, że wolę nic więcej o nim nie pisać. Zresztą, muszę kończyć, bo sciągnał mi się nowy film porno na którym ludzie pieprzą się poprzebierani za dinozaury.

*Bodajże Tristan Taormino ma taki fetysz. Feministka, jeśli ktoś nie wie.

**Ok, to czy naprawdę lubią to robić, czy pornografia jest wolna od problemów z przemocą seksualną (nie jest: i-can-never-tell ) jest jeszcze innym tematem.

*** Cóż, osobiście nie trafiam zbyt często na pornografie prezentująca stosunki analne hetero. Zwykle są osobna kategoria, wiec nie mam problemu z ich unikaniem. choć pewnie ktoś kto dopiero zaczyna może trafić na różne rzeczy. ale jak mniemam, pomysł, żeby ktoś inny pokazywał dziecku różne strony porno, żeby mogło zobaczyć co woli, skończyłby sie wezwaniem do kastrowania pokazującego, no bo pedofil.

**** Inna sprawa, że osobiście wątpię, by wielu mężczyzn naprawdę miało takie preferencje. No, ale męska seksualność jest jeszcze bardzie zrepresjonowana od kobiecej, tyle, że to jest bardziej niewidoczne, więc nic w tym dziwnego, że wszyscy myślą inaczej.

***** Pojęcie „informed consent”, świadomej zgody, jest tak naprawdę kompletnie nietrafione gdy chodzi o aktywność seksualną. Na tym między innymi polegał problem z akcją no means no, że sprawiała wrażenie, że jeśli ktoś nie mówi nie, to znaczy że się zgadza, co w sposób dość oczywisty jest problematyczne w seksualnym kontekście. Nie wspominając, że sam nacisk na powiedzenie nie obciąża odpowiedzialnością ofiarę, a na dodatek nasza kultura aktywnie zniechęca ludzi do mówienia nie – zwłaszcza kobiety (polecam she-didn’t-fight-back-because-you-told-her-not-to i mythcommunication-its-not-that-they-dont-understand-they-just-dont-like-the-answer ). W efekcie pojawiło się wraz z książką YesMeansYes pojęcie „enthusiastic consent”, które zwraca uwagę na wyrażanie chęci i dążenia, a nie na brak sprzeciwu.
Swoja droga, dziwi mnie, mnie cieszy, że w przeważającej większości produkcji pornograficznych przynajmniej usiłuje się sprawić wrażenie, że zaangażowane osoby tego chcą. Wystarczy, że morderstwa na niby cieszą się w fabułach wielką popularnością, dobrze, że chociaż gwałty nie. No i prywatnie też bardziej mnie cieszy oglądanie w pornosach podnieconych ludzi, niż udających, ale to już co kto woli.

Relacja ze spotkania

Lipiec 20, 2010

Spotkanie zostało nagrane, i, o ile nagrało się dobrze, będzie dostępne w sieci, jak już to załatwimy – a handout jest dostępny tutaj.

Spotkaliśmy się zgodnie z planem w Relaksie, przyszło – tak na oko – 20+ osób, mam wrażenie, że w większośći z Pomadowych ogłoszeń, aczkolwiek było i parę osób po prostu związanych z poliamorią osobiście, w ten sposób zainteresowanych tematem, które znalazły się tam po wyszukiwaniu w sieci.

A, właśnie – jako, że nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, to, po tym jak ja i Anka się przedstawiliśmy, poprosiliśmy ludzi, żeby się powiedzieli, co ich skłoniło do przyjścia, czy coś ich łączy z poliamorią, i czego oczekują po tym spotkaniu, o czym by chcieli rozmawiać. (w tym momencie niechcący powiedziałem, że część pewnie jest z ciekawości, podając na tacy wygodną wymówkę, no, ale nic to).

Kto przyszedł i co usłyszeliśmy?

Różne osoby. Od takich, które są w związkach i relacjach które są w jakiś sposób poliamoryczne, i stoją wobec bardziej lub mniej poważnych wyzwań, poprzez takie, które zastanawiają się nad tym, czego by chciały, i jak teoria ma się do praktyki, aż po takie, które są bardzo sceptyczne wobec całego pomysłu.

Oczekiwania też były przeróżne – generalnie, skonfrontowanie w rozmowie z innymi kwestii nad którymi się zastanawiają. Od technicznych – i emocjonalnych problemów w relacji mono/poli, poprzez to, jak inni ludzie odbierają poliamorię, powody, dla których się wybiera taki sposób życia, ważność i wyjątkowość w związku, aż po, oczywiście, kwestię zazdrości.

Zrobilismy zatem listę tematów, i poprosiliśmy ludzi, żeby zagłosowali na to, o czym chcą rozmawiać. W efekcie mieliśmy kilka tematów – zazdrość, mono/poli, powody, rodzaje relacji, negocjacje i komunikacja i odbiór społeczny. I zaczeliśmy po kolei o nich rozmawiać, przy czym polegało to głównie na odpowiadaniu na pytania przeze mnie i przez Ankę – pytania które pojawiały się w trakcie dyskusji, ale też i pytania, które my zadawaliśmy uczestnikom, a które służyły rozwinięciu tego co myślą i tego co ich interesuje. Niestety, na pytania o to jak jest, mogłem odpowiadać głównie „Nie mogę powiedzieć jak jest w Polsce, ale w USA…”, co stało się wręcz anegdotą, no ale cóż poradzić, o tym jak jest tutaj to mogę mówić głównie ze swojego własnego doświadczenia.

Na co zresztą zwrócono mi uwagę jak mówiłem o odbiorze społecznym – że moje własne pozytywne doświadczenia w tej kwestii są raczej wyjątkowe,

Poza tym, mówiliśmy sporo – na przykład, w najbardziej popularnym temacie – czyli zazdrości: o tym czym jest jako uczucie, o tym co można zrobić, o tym, jak to bywa z ludźmi i zazdrością w takich relacjach. Zarówno rozmawiając z uczestnikami, jak i mówiąc coś od siebie – albo i o tym, na czym to polega z bardziej teoretycznego, psychologicznego punktu widzenia.

Niestety, chyba przez koszmarną temperaturę – byliśmy cali mokrzy – zmęczyliśmy się szybciej niż później, i spotkanie trwało tylko półtorej godziny. Ale, wybraliśmy się później w około 10 osób do innego, mniej upalnego miejsca, gdzie spotkanie dalej trwało, już w innej, mniej oficjalnej, formie.

Ponieważ sporo osób wyraziło chęć ponownego spotkania się, zebraliśmy adresy mailowe, i być może bedzie jakaś kontynuacja. Także już w tej drugiej części padło kilka deklaracji co do zaangażowania, w tłumaczenie, i w sprawy techniczno-sieciowe, co jest bardzo pozytywne :)

Spotkanie – rozmowa o poliamorii.

Lipiec 2, 2010

12 Lipca 2010 o 17:30 w kawiarni Relaks, ul. Puławska 48 w Warszawie, organizujemy – Tomek Kulesza i Anka Kozek we współpracy z inicjatywą Pomada – spotkanie/rozmowę o poliamorii:

Poliamoria: szczera, otwarta, konsensualna nie-monogamia. Czy i jak można stworzyć zgodny i szczęśliwy związek z więcej niż jedną osobą”
Poliamoria to „romantyczne” relacje z więcej niz jedną osobą w tym samym czasie. Na ogół uważana za cos nieoczywistego, zbyt skomplikowanego lub po prostu niemożliwego do zrealizowania w praktyce. Ciekawi Cię, czy może być inaczej? Przyjdź posłuchać i porozmawiać. Co to właściwie jest? Jakie są rodzaje poliamorii? Po co ludzie wchodzą w takie relacje? I jak zacząć?
Oraz wiele innych spraw: granice, komunikacja i negocjacje w relacji, zazdrość, bezpieczny seks, a także jak poznać inna niemonogamiczną osobę ;)

Będzie to pierwsze takie wydarzenie w Polsce. Spotkanie jest otwarte i zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane tematem. Ponieważ spraw które można by poruszyć jest wiele, a czas i energia ograniczona, zamierzamy skoncentrować się na tych, które będą was (i nas) najbardziej interesować i dotyczyć. Mam nadzieję, że to spotkanie dostarczy również wiedzy na temat tego, jakie jest zainteresowanie tematem, i które aspekty są najbardziej poruszające, co przydałoby przy organizacji przyszłych spotkań.

A skoro już o tym mowa, są ogólne plany, że w październiku bądź listopadzie będzie coś podobnego w Toruniu.

A few random thoughts on nature vs. nurture, sexual orientation, kink, politics and society.

Kwiecień 28, 2010

This was sparked by the whole „BDSM does/does not come from abuse” „It’s nature not nurture so it is okay!” topic on Clarisse Thorn blog, and in the end i produced rather lenghty comment that i think touches important things. So i’ll put it there in a vain effort to divert attention from me taking way too much time with the next project (which is finally updating that outdated, chaotic and too small links section)

So, without further ado:

Yes, that was something i hoped to say, but sadly no one said it out loud here (BDSM from abuse, therefore BDSM is wrong and should not be practiced). Now, if it is said explicitly most people are able to see how dishonest and silencing is this message, and perhaps its purpose would become clear – because without being explicit, it tries to use wrongness of the abuse itself (which pretty much everyone agrees on) to make impression that BDSM is wrong by association, and the speaker actually cares about the abused, to add insult to injury.
But when it’s said explicitly, the absurdity becomes clear, since even if it would be some sort of coping mechanism, or behavioral consequence of abuse, or something like that, it would still have it’s place, it still wouldn’t be wrong because of that – on the contrary, it would be something positive, or needed even. So in fact they would be trying to silence the abused, stigmatize and re-victimize them.
I am not sure what is the real purpose of it. It reminds me of something else, the “homosexuality, nature vs. nurture”, the statement that society can’t allow gay adoption, teachers, lest they turn kids into gays, or in its most extreme form that gays should be “cured”. It also has implicit assumption, which flies under the radar (and triggered some LGBT organisations to take ‘nature’ position in defence, since if it’s nature it can’t be cured, and kids are safe, right?). Well, the similar problem is that there is underlying assumption that homosexuality is wrong, which is unspoken and thus sometimes taken as true, even by LGBT activists (speaking from Polish perspective here, mostly). Whereas the answer should be – “we do not think that homosexuality is wrong, so there is nothing wrong with kids being gay and there is no reason to “cure” anyone”.
I suppose that something else is going on here, and it is opinion that non-heteronormative sex life, and sex positivity in general is something wrong. And it is that what should be brought to light, and refuted on the basis of idea of liberty.

Clarisse,

Yes, after i wrote that commentary, i browsed your blog and found something that made me think that you already thought so. Can’t remember where it was or how i got there, but it included a remark about the concept of „should or should not” (it wasn’t the post you linked above, i wasn’t aware of that one!)

(And you also seem to be very open-minded „societally”, and rather keen on questioning not assuming, so it wasn’t surprising)

But, reading this, and the links there (damn, i didn’t think so many people are aware of that. There goes my pretty little original idea i was proud of, sniff), i have some thoughts. I guess i’ll put it there, not under that linked post?

Well, to start, i do not think sexual orientation or BDSM is determined by genetics, hormonal disposition, some sort of brain structure (apart from the obvious fact that our personality is physically reflected in the brain), or any other thing people mean when they speak of „nature”. Now, i should admit that i am deeply in love with ambiguity, so i’d prefer it to be that way, and be glad if it turns out to be true. Perhaps because it would mean that there is no insurmountable barrier to fully relating to someone interesting to me just because zie has different orientation, kink, or whatever? Anyway, whatever the reason, i’m not going to be shattered if it’s indeed totally immutable, so i guess i’m not totally reject that possibility.
(and for the record, i know it sounds like i am making it binary. I know, it most likely isn’t. Actually, i even think it’s a false dichotomy)

Well, in a vain effort to make my comment shorter, to the point: I think, by nature, humans are extremely fluid beings, with really wide potential. Then, we get – and keep beign- changed and shaped by environmental influences. And with in time our fluidity crystallizes into something solid, be it homo/heterosexuality, kinky/vanilla sex. It does not mean that we lose our potential to enjoy different things. That’s why i think you see people developing interest in kink, people that were quite unaware of that possibility. On the other thing you have people that had this interest, possibility since early age*, and in a way it is like something innate for them – because changing that would be repression, and it’s basically impossible.

What i think is that we develop interests based on what we experience*, we develop repulsion (like, homophobia) based on the same thing, and that’s what shaped – and continues to shape – our mature forms. Yes, this means we are all bisexual (pansexual, really), kinky**, or anything. Potentially***, if not actually. We can get interested in new things, we can even sometimes get over our prejudices (both thing happened to me so i am firmly in the „not from the birth” camp, so to speak), even if it’s not that straightforward (or gayforward, tee-hee :o).

It also explains why „curing” orientation is not possible. You can unveil something, but veiling it back is much harder, if even possible. Once you discover something that makes you happy you can’t make decision to forget it. You might ask why there are strictly homosexual people at all, but that’s not hard to answer. The answer would be long, though, so i’ll skip. But (:D), it’s influenced by the fact that forcing yourself to become hetero (and quite heteronormative, not some sort of genderbender, no!) is as far removed from freely developing interest as you can go. It’s influenced by the fact repressing a desire makes you obsessed about it. Or from the old, common misogyny. Or the simple fact that it takes influence to develop heterosexual attraction, too, it’s just that it’s quite common conception (and then it’s the thing that some people do it for really weird reasons, like obligation or conformism or fear of aloneness)

I am polyamorous (well, i could even say i am polyactivist). I was strictly monogamous 15 years ago, buying all the myths about One True Love, Till Death Do Us Part, That Conquers All, At First Sight (four, yes? I believe there are four of them…). In the long, 10-year long-process, i was lucky to have the opportunity to deconstruct a lot of my internalized concepts about relationships in general and love in particular. Concepts that flow really deep in our culture, concepts that are so complicated that usually we don’t even see what they stand for (like, the „orientation as nature” that stands for „they are morally wrong but let them live since they can’t help it”). I did not thought i was monogamous before – i really was. Same goes for my sexual orientation that pretty much switched from hetero to bi. Or for the kink. The point is, nurture is there both to limit and realize the potential. You were probably lucky to experience things**** that sparked your kink imagination, i wasn’t.*****

Hm, now when i’m reading my notes i wrote when i first read your reply (and the links) i see sentence that reads „your comments are right when it comes to LGBT community”, and have no idea what does that mean, but apparently, i was impressed by your comments somewhere :D
Anyway, i suppose that stressing the nature thing in LGBT is often caused by subconscious homophobia, and not deconstructed, internalized mainstream narration (that sex positivity is basically morally wrong), and it serves not only as political******, but also personal self-defense. Come to think of it, have you heard of IAT tests? Quite good tests for subconscious prejudices, available online, too (google IAT Harvard, first link)

I also read the thread on Trinity, and one comment of yours catched my eye. You said, in response what to use as argument if not nature when it comes to acceptance of kink/orientation/whatever:
(http://sm-feminist.blogspot.com/2009/06/more-on-feministing.html?showComment=1244162377006#c7995344547495303839)

„@Trinity — Right, exactly! But if that’s not what we say to our detractors, then what is?

Usually we fall back on the consent argument, and understandably so, because it’s the best argument.

But that, too, isn’t quite working. I’ve been trying to refine my understanding of their argument. I think it has something to do with the fact that these themes, these tropes, are not okay no matter what — consensual or not, orientation or not. And once we get to that place, I don’t know how to argue with them. Because I’m not sure how to argue about whether a theme or a trope is okay … except maybe to invoke free speech.”

I think i know. But, let’s start from the beginning. I recently stumbled on some interesting table. It’s on some weird evangelical site, part of an misguided attack on atheists lack of morals (or rather, lack of obsession when it comes to controlling what other people do with their genitals), but one thing is particularly interesting, and telling (and i assume it’s true, because it’s what i remember from other sources).

See, all, even the most conservative people, when deciding what’s wrong and what’s right put more importance on harm and fairness than on things like purity or authority. And others, when it comes to that, basically believe in the idea of liberty as put by classical liberals, that you are all right when you do no harm to others, and the idea of equality, too. So, what’s the answer? Attack. Stress our values, you know people share them. Most of the time discussions are about spectators, not participants. Lurkers form the majority, and it’s they that matter. You don’t have to convince the other debater*******, you want to sway the folks that read in silence and didn’t invest emotionally in supporting either opinion. Use the values they find important, like right for self-determination, freedom, and basically ignore arguments of your opponents, instead attack them on the ground of their authoritarianism. Not many people like authoritarianism ;). You can use „land of the free” quote :D

Oh well. Sorry for the length…

*Really early age. The one that we don’t remember consciously, too. Also, i mean influence the way kinkresearch mentioned foodstuff influence: „”This would be comparable to how food preferences and dislikes are probably learned. Such haphazard events would be much harder to predict, prevent, or promote than a specific causal factor. And since they would not be easily susceptible to any attempt at management, kink would be likely to re-occur under a range of political and cultural contexts.”, meaning something often really unobvious, and not silly like „my parents bought me a doll with a leash so now i am dominatrix”. Not that there is something wrong with dominatrix dolls, obviously, now that i think of it :D

** Actually Kinky. I mean, all this inspires me to reply when i am asked about sexual preferences, next time „Oh, i’m incredibly kinky. I have this weird fetish, you know, missionary position PIV sex! Go figure!” (well, i don’t but for the sake of hilarity… i mean, isn’t it, objectively, as weird as any other form? Obviously it’s just another fetish, even though it’s common to the extreme, and we’re pretty much all exposed to it)

*** Funny, thing, that second, kinkreasearch, link mentioned Freud and his views on sexuality being determined by genetics. What makes Freud so interesting (apart from his great intuition), is that he didn’t become too attached to his ideas and progressed. So, when someone says „Freud thought”, the right response is to ask „when”, and if it’s before 1920, you can safely assume he changed his minds/refined the concept (funny thing, he was basically a feminist in his late years). As it was with sexual orientation, to get back on topic.

**** Could abuse be one of them? No idea, i don’t really care much either, and for my gut feeling, see my (*) addendum above. Although on a somewhat related note, i think specific fantasies about „sex”, do have roots in individual emotionality, for example, i have this particular fantasy about semi-public sex while staring into each other eyes crying (boring i know), and it’s not really hard (knowing myself) that it’s there because of what i lived through. Same thing could go for fascination of needless, with neck, or something, i guess :D

***** On a side note, that probably means that the conservative fear (that stood and still stands behind marginalization of homosexuals) of open and accepted presence and contact with gays will seduce the kids is actually true. Not that i mind it. And most likely not only kids :D

******Pretty crappy one, too. It (and the assimilationism in general) reminds me of what i recently read on rape. Basically, if the narration is that some men can’t help themselves, and rape women that do something acceptable (like, go out without male escort :p), because they feel „provoked”, shouldn’t we just eradicate those men, like we kill off/isolate dangerous predators that can’t change? (well, in reality we blame the victims, we don’t like the thought that bad things we can’t control happen to good people, so let’s deride the victim!). But, back to the kink, it’s irrelevant, right? I mean, no one would advocate eradicating kinksters, gays, right? *whispers*Kenya, Iran, monotheist religious fundamentalists in general* whispers*

*******And it’s not really possible when you have audience, since most people are rather attached to their ‚face’ and don’t like admitting they are wrong, or shown to be wrong. So when someone opposes your beliefs with his firm beliefs, you don’t reveal yours, but ask innocent and honestly curious questions that allow them (god forbid you sound like you are trying to find holes in their argument, act meek!) to see contradictions in their beliefs for themselves. Or so called Socratic method ;)

I po przerwie.

Kwiecień 12, 2010

Zbieram się od dwóch tygodni, żeby wytłumaczyć, dlaczego zniknąłem na te trzy miesiące, słabo mi szło, i prawie, już, prawie napisałem, ale:

Whatever. To miało być miejsce, w którym mogę napisać, co nowego na stronie, albo odpowiedzieć na pytania które ludzie zadają mi na temat poliamorii, a nie personalny blog. Nie ma potrzeby, żebym tu coś wyjaśniał.

So, back in business, hopefully.

Tłumaczenie. O lęku, pewności, niepewności, spokoju, zazdrości, i takich tam atrakcjach w relacjach.

Styczeń 12, 2010

I kolejna przetłumaczona strona, tym razem o, hmm. O radzeniu sobie z niepewnością, niskim poczuciem własnej wartości, i takimi podobnymi. Niezbyt długa. Czasami sprawia wrażenie jakby została wyjęta z działu „poradniki psychologiczne”, no ale, wbrew pozorom nie jest tak źle.

Oryginał tu.