I po przerwie.

Kwiecień 12, 2010

Zbieram się od dwóch tygodni, żeby wytłumaczyć, dlaczego zniknąłem na te trzy miesiące, słabo mi szło, i prawie, już, prawie napisałem, ale:

Whatever. To miało być miejsce, w którym mogę napisać, co nowego na stronie, albo odpowiedzieć na pytania które ludzie zadają mi na temat poliamorii, a nie personalny blog. Nie ma potrzeby, żebym tu coś wyjaśniał.

So, back in business, hopefully.

Tłumaczenie. O lęku, pewności, niepewności, spokoju, zazdrości, i takich tam atrakcjach w relacjach.

Styczeń 12, 2010

I kolejna przetłumaczona strona, tym razem o, hmm. O radzeniu sobie z niepewnością, niskim poczuciem własnej wartości, i takimi podobnymi. Niezbyt długa. Czasami sprawia wrażenie jakby została wyjęta z działu „poradniki psychologiczne”, no ale, wbrew pozorom nie jest tak źle.

Oryginał tu.

Poliamoryczna społeczność a biseksualizm

Grudzień 31, 2009

Jakiś czast temu, przeczytałem W ksiazce „Lektury Płci. Polskie (kon)teksty” tekst Ewy Hyży o poliamorii. Był tam, między innymi, fragment o tym, że społeczności poli jest w pewnej mierze homofobiczna.

Nie, zaraz. To nieprawda. Po pierwsze, to dotyczyło, o ile się dobrze orientuję, osób przebadanych przez Elizabeth Scheff w San Francisco. Po drugie, to był, chyba, własny wniosek Ewy Hyży. Po trzecie, dotyczyło to wyłącznie męzczyzn, biseksualność kobiet była, ponownie za Ewą Hyży, bardziej ceniona (ja w swoim idealizowaniu na razie nie zauważyłem – w sieci – żadnej różnicy w podejściu do orientacji kobiet, ale z drugiej strony, nie zauważyłem tego również w przypadku mężczyzn…). Po czwarte, nie homofobia, a bifobia. Po piąte, sprawę komplikowało to, że skrajnie męscy mężczyzni (hipermęscy) mieli, wg. E.H., jeszcze gorzej (co akurat też mi się rzuciło w oczy, choć nie jest to zaskakujące).

Zamierzałem zapytać o to Ewę Hyży, tak mnie to zaskoczyło, no ale nic z tego nie wyszło, na razie. Zresztą, lepiej byłoby pewnie zapytać samą Elizabeth Scheff.

Tymczasem, surfując sobie swobodnie…

Bardzo interesujący watek dokładnie na ten temat. Na temat męskiego biseksualizmu wśród społeczności poli, i na temat poliamorii wśród gejów i lesbijek. Tak byłem zachwycony, że zacząłem pisać przydługiego posta, dopiero poniewczasie zauważając, że piszę właściwie to samo co napisał TheOgre w poście nr.8.

O tym, że procentowo wśród poli jest znacznie więcej samookreślających się bi – i to wśród obu płci. Mężczyzn oczywiście mniej, tak na pierwszy rzut oka z 20%, kobiet właściwie większość.

O tym, że jest tak dlatego, mężczyźni bi mają, generalnie, chyba najgorzej ze wszystkich „podgrup” orientacji. Nie są jakoś szczególnie mile widziani wśród społeczności gay-les (co akurat dzielą z biseksualistkami), i nie mogą używać gejowskiej kultury jako modelu własnej tożsamości. Heteroseksualny mainstream jest równie niedostępny jak dla gejów, i tutaj akurat biseksualistki mają w pewien sposób łatwiej na dwa sposoby, poprzez większa (aczkolwiek dość chorą i przewrotną) akceptację kobiecej biseksualności, większą obecność w mass-mediach kobiecego ciała jako obiektu seksualnie atrakcyjnego niezależnie od płci osoby odbierającej przekaz, a z drugiej strony, pozostają ‚kobiece’ według normy, bardziej wręcz niż lesbijki. Można powiedzieć, że wręcz potwierdzają swoją tożsamość, podczas gdy mężczyźni odwrotnie.
Jak ktoś powiedzał w tym wątku, o ile biseksualna kobieta może obawiać się odrzucenia przez kobiety bi i hetero, ale będzie akceptowana a nawet atrakcyjna (choć osobiście by mnie to raczej odrzucało coś takiego, i nie jestem pewny, czy się z tym zgadzam) to mężczyzna będzie odrzucany nie tylko przez mężczyzn homo i hetero, ale też przez kobiety hetero.

Dodajmy do tego znaczenie jakie dla definicji męskości ma heteroseksualność, i jak destrukcyjny dla niej jest fizyczny kontakt z innym mężczyzną (poza poklepywaniem po plecach może), i nie dziwi jak trudne i kosztowne jest jej odrzucenie. I o ile dziś nawet gej z zapadłej prowincji (mowimy o USA, pamiętajmy), ma do dyspozycji bogaty alternatywny model, to droga potencjalnego biseksualisty do samoidentyfikacji jest, uh. No nie ma jej po prostu. Czasem właściwie nawet brakuje wiedzy, że coś takiego w ogóle jest możliwe, a nie trzeba wybierać, hetero albo homo.

Zupełnie nie dziwią mnie statystyczne różnice między płciami jeśli chodzi o biseksualną identyfikację.

A jeśli chodzi o bifobię (w Polsce), wśród hetero i homo, to ostatnio znalazłem coś ciekawego:

(a jak ktoś nie lubi pdfa)

I jeszcze link o biseksualizmie. I jego nieobecności. I komiczna wzmianka „przykro mi, że przerywam zabawę, ale historycznie męski biseksualizm był, często, POWSZECHNY”. Ale, polecam, bo wyjaśnia sprawę męskiego biseksualizmu o wiele głębiej. A to w koncu jest przyczyną tej różnicy w społeczności poli.

Sprawa nieobecności homoseksualizmu wśród poli… to ciekawe. Osobiście podejrzewam, że po pierwsze, istnieje o wiele większa przestrzeń tworzona przez geje i lesbijki, w której co więcej mają wiele wspólnego, w porównaniu z wciąż młodą kulturą poli. Po drugie, coś na kształt poli istniało od dawna zwłaszcza w kulturze gejowskiej, co pewnie też nie motywuje do poszukiwań. Mimo tego, to ciekawe – bo szczerze mówiać, ta nieobecność jest totalna – muszę zrobić kiedyś search na polymatchmaker, ale tak na pierwszy rzut oka to więcej zauważyłem osób identyfikujących się jako panseksualne niż homoseksualne (tych ostatnich zero).

Swoją droga, to już z polskiej sieci, wrażenie jakie odniosłem, że geje i lesbijki mają ogromny problem z monogamią. Z jednej strony nie mają tego tradycyjnego modelu małżeństwa, i w praktyce nie wygląda jakby sobie z tym dobrze radziły/radzili, a wszelkie zdrady są bardziej widoczne, z drugiej nacisk jaki kładą na tradycyjnie (czyli jako seksualno-emocjonalną wyłączność) pojmowaną wierność jest olbrzymi. Większy niż wśród hetero wręcz. Intrygujące.

Wracając do USA, kolejnym ciekawym zagadnieniem jest to, że poli na ogól – choć to się teraz dynamicznie zmienia, gdy poli wchodzi do mainstreamu – sa starsi. Po 30 co najmniej, a właściwie po 40tce. Pokolenie które jeśli chodzi o męską identyfikację seksualną stosunkowo mniej wzorów homoseksualizmu a biseksualizm był wręcz nieznany. Ciekawe, czy wśród młodzych męzczyzn jest inaczej. Z mojej, właściwie anegdotycznej, polskiej, wiedzy wynika, że różnica jest kolosalna.

Ten brak mężczyzn może sprawiać, że temat bi rzadko się pojawia. Nie, żeby o kobiecym biseksualizmie mówiło się częściej. Szczerze mówiąc, Ewa Hyży miała rację, że społeczność poli jest skoncentrowana na, zaskoczenie, poliamorii, i jak sobie radzić z problemami. Ale cieszy mnie to, ze jak sie pojawia to, o ile do tej pory zauwazylem, wyłącznie w akceptującym kontekście – przynajmniej explicite, bo komiczna „One penis policy” screams homophobia.

Co jest dość ciekawe, bo oznacza, że JEDNOSTKI są bi/homofobiczne, ale nie oznacza, że taka jest społeczność. Podejrzewam, że to po prostu byłoby nieakceptowalne, o wiele bardziej niż gdyby ktoś zaczał pisać na jakimś forum od „Hey, we’re looking for hot bi babe who’ll be attracted equally to both of us”. Heh.

A tak przy okazji, to w koncu trafiłem, w sieci, na poliamorystów/tki, piszących tak, że mi ręce opadają. To miło, bo ta idealizacja, jaką przejawiłem w (przed)poprzednim wpisie była dość niepokojąca. Jednak wśrod poli też są, uh. Osoby z którymi nie chciałbym mieć w ogóle do czynienia. Że tak się łagodnie wyrażę.

Hmm. To wszystko inspiruje mnie do napisania o feminizmie i male privilege. A miało być o poliamorii…

Polymistakes, czyli pułapki w które można wpaść będąc w relacji poliamorycznej.

Grudzień 19, 2009

Następna przetłumaczona strona (oryginał). Wypadałoby wyjaśnić kilka spraw:

Po pierwsze, to nie są zredagowane tłumaczenia. I tak jest może 20 razy więcej materiału który chciałbym przetłumaczyć. Po drugie, rodzaje. Rodzaje. Właśćiwie w każdym słowie typu „twój” musiałbym dodawać oba rodzaje, i pewnie to zrobię, kiedyś. Na razie po prostu używam rodzaju męskiego za każdym razem (przynajmniej teraz, cztery lata temu było inaczej, chyba), więc po prostu wyobraźcie sobie, że rodzaj pasuje do sytuacji o której myślisz/jesteś. (i szczerze mowiac, znajduję fakt, ze przez to tekst sprawia wrazenie napisanego dla gejów przez geja, komicznym)

Coż, teraz pewnie napiszę cos krótkiego od siebie.

Dlaczego poli cz.2

Grudzień 3, 2009

Jakis czas temu, rozmawiajac z T. (czego efektem byla m.in. proba odpowiedzi „dlaczego poliamoria”, bez porownywania poliamorii z monogamią), poruszyliśmy związek poliamorii z takimi sprawami jak duchowość, samorozwój, i tym podobne. Powiedziałem wtedy, ze to dla mnie dość podejrzane, i, że poli jest dla mnie tylko – i aż – modelem relacji między ludzmi. Kilka tygodni później i…

To nie takie proste. Tak, to prawda, że nie uwazam, żeby poli było wyższą formą czegokolwiek, nie uważam, żeby koniecznie wiązalo się z, jak pisze D.Annapol, „pragnieniem osobistego rozwoju, tworzeniem stabilnej i opiekuńczej rodziny”. Nie uważam nawet, że otwartość i szczerość, czyli zasadnicza część definicji, była konieczna, czy zawsze szła w parze z poli. W praktyce, bo oczywiście, skoro to część definicji, to nie ma mowy o poliamorii, jeśli ktoś z założenia chce ukrywać jednego partnera przed drugim. Ale, slyszałem kilka tak tragicznych, że aż komicznych historii, i tak samo jak zdrada nie czyni małżeństwa nie-małżeństwem, tak samo nieudana komunikacja oznacza zaledwie, że komuś, hm, nie do końca wyszło ;)

Ale mimo tego… nie sądzę, żeby sama koncepcja innego modelu relacji, nieważne jak interesująca, zmotywowała mnie do pisania. Zatem w czym rzecz?

W ideologicznym fundamencie poliamorii. Chodzi o to, co nie jest zawarte w definicji, ale w praktyce się z poli wiąże. O równość. O wolność. O różnorodność możliwośći i otwartość na zmianę. O negocjowalność relacji w przeciwieństwie do sztywnych regół wziętych z obowiązujących modeli. O równość płci, o wolność w kontaktach z ludźmi, i o relacje oparte nie na pragmatycznych kontraktach, ale na intymnośći i bliskośći.

I choć potrafię sobie wyobrazić skrajnie konserwatywną, patriarchalną, rasistowską, autorytarną, tradycyjn ie religijną poliosobę, (ok, z wielkim trudem) to w praktyce tak się nie zdarza.

Co, swoją drogą, pośrednio, jest odpowiedzią, na pytanie dlaczego poliamoria nie ma zgoła nic wspólnego z tradycyjną poligamią.

O komunikacji, prywatności i tym, dlaczego nie zawsze działa.

Grudzień 2, 2009

Jestem raczej otwartą osobą. Mam na myśli to, że jeśli komuś o czymś mówię, to nie mam nic przeciwko temu, by ta osoba opowiedziała to komuś innemu. I odwrotnie, gdy z kimś rozmawiam, i przypomina mi się coś co usłyszałem od kogoś innego, to nie wspominanie o tym wymaga ode mnie świadomej decyzji. Jeśli słabo znam osoby które w mojej opowiesci biorą udział, to na ogół dostosowuję się do tego, co wydaje mi się być przeciętną normą – zresztą, w takiej sytuacji, to kogo mam na myśli opowiadając o czymś, zwykle nie ma znaczenia.

Ale gdy rozmawiam z kimś mi bliskim, o kimś mi bliskim, jest zupelnie inaczej. Nie mówienie o kim mówię jest wręcz niemożliwe, bo w praktyce oznacza, skoro to mnie dotyczy, ukrywanie częsci mojego życia. Co jest trochę sprzeczne z bliskością…

Co to ma wspólnego z komunikacją?


Mantrą poli jest „komunikacja, komunikacja, komunikacja”. Ale, skupiając się na tym, można pomyśleć, że w ten sposób rozwiąże się wszelkie konflikty.


Otóż nie. Wracając do tego co napisałem na początku – ludzie często chcą prywatności, i gdy komuś coś mówią, to chcą, by to pozostało między nimi. I niezależnie od tego jak bardzo i jak długo by się nie na ten temat rozmawiało, to co najwyżej uda się znaleźć – przynajmniej doraźnie – niezbyt satysfakcjonujący kompromis. A jesli są to sprawy niezwykle ważne, to być może nawet taki będzie nie do zaakceptowania. I, jak zwykle, nie dotyczy to tylko polirelacji, to jest po prostu uniwersalne.


(przy okazji, tak, wiem, ta strona rozpaczliwie potrzebuje liftingu. Jest w planach)


T.K. 21.XI.2009

Dlaczego poli?

Grudzień 2, 2009

Zapytano mnie, „dlaczego poliamoria?”. To bardzo trudne pytanie, choć nie z tych samych powodów, z których pytania zwykle są trudne.

Dlatego, że niezwykle trudno odpowiedzieć na nie inaczej niż: „A dlaczego nie????”. Z mojego punktu widzenia – i, z tego co wiem, każdej osoby która jest poli, to tak jakby usłyszec pytanie „ale dlaczego czytasz inne ksiazki oprócz tej jednej jedynej?”. Na co trudno odpowiedziec inaczej niż: „slucham??”


Ale spróbujmy.


„Dlaczego poliamoria?”

Lubię ludzi. Relacje z nimi są ekscytujące, dodają energii, stymulują intelektualnie, ulatwiają poznanie samego siebie, dają poczucie bezpieczeństwa, motywację, przyjemność, pozwalają robić rzeczy które inaczej byłyby niemożliwe. Między innymi.


Myslę, że taka relacja, spotkanie kogoś, z kim jest to możliwe, to coś pozytywnego. Dobrego. Spotkanie dwóch takich osob to jeszcze więcej szczęścia, a trzech to już nawet zaczyna być podejrzane, choć myślę, że bym nie narzekał.

Ale, skoro są, to chyba dość oczywiste, ze chcę je znać i utrzymywać z nimi bliski kontakt?


Tak wlasnie wyglada odpowiedz na pytanie „dlaczego poliamoria?”.


Oczywiście, możnaby poza tym spytać o to, jak się ma poliamoria do monogamii, o porównanie. Plusy i minusy. Ale to już zupełnie inna kwestia.


(tak przy okazji, jak teraz czytam te przetłumaczone teksty, to po pierwsze, przydałaby im się redakcja, a po drugie, chyba nie byłem wtedy przyzwyczajony do terminologii poli)


T.K., 13.XI.2009

Początek

Grudzień 1, 2009

Lubię historię, i dlatego:

Na tej stronie znajdziesz tłumaczenia wybranych fragmentów strony Franklina Veaux’a o poliamorii. Życie wsród ludzi, którzy traktują poliamorię jak coś nie tylko nie w porządku, godnego potępienia, ale i niemożliwego, jest dość męczące, a to, co tu jest napisane (czy raczej przetłumaczone) bardzo dobrze to wszystko wyjaśnia.


Odkrycie, że można żyć również w ten sposób jest jak odzyskanie wolności. Może komuś to pomoże, kto wie. I choć jest kilka szczegółów z którymi się nie zgadzam, to w gruncie rzeczy podpisuję się pod tymi tekstami.


Tomek Kulesza, początek roku 2006

Najwyraźniej ta zapomniana strona o poli nieznanym mi sposobem trafiła na drugie miejsce w googlu. Wypadałoby więc ją trochę ożywić, czyż nie?

Na przykład, przetłumaczyc coś jeszcze? Albo dodac miejsce, gdzie zainteresowane osoby mogłyby napisać coś od siebie, a nie tak snuć się bez celu po polskiej sieci, w złudnej nadziei, że ktoś zrozumie o czym w ogóle mówią. Ta, to byłby dobry pomysł, gdybym tylko wiedział jak to zrobić…

Tomek Kulesza, 9.IV.2009